Menu

Mama Na Palniku - kulinarny blog młodej mamy: o kuchni, dzieciach i macierzyństwie

Przepisy na szybkie i smaczne potrawy, opatrzone dziecięcym humorem, rodzinnymi perypetiami i refleksjami na temat macierzyństwa.

Wyśmienity keks babuni

mamanapalniku

Idealny nie tylko na święta. Keks to znakomite i łatwe do sporządzenia ciasto na każdą okazję - urodziny, imieniny, spotkanie z przyjaciółmi i do porannej kawy. Bo smak świąt i tradycji możemy mieć na co dzień.

 

Tradycja - obyczaje i normy przekazywane z pokolenia na pokolenie, "z dziada pradziada". Elementy tak długo tkwiące w kulturze, że wydają się dla członków danej społeczności czymś naturalnym, niezaprzeczalnym.

Dziś chciałam podjąć wciąż kontrowersyjny (nie wiedzieć, dlaczego) temat karmienia piersią. Co ma wspólnego z tradycją? Ano właśnie to, że jest naturalnym sposobem żywienia dzieci. Sposobem "z babki prababki", o czym dziś się często zapomina. Człowiek jest ssakiem, co oznacza, że pokarmem dla ludzkiego niemowlęcia powinno być mleko matki. Tak stworzyła nas natura - nie bez przyczyny zresztą. Dlaczego więc człowiek próbuje dziś żyć z nią w niezgodzie, wbrew jej odwiecznym zasadom?


Pierwszego syna karmiłam rok, drugiego półtorej. Przyznam szczerze, że osobiście nie spotkałam się nigdy na ulicy z negatywną reakcją, wręcz przeciwnie - ludzie się uśmiechali, a kobiety komentowały, że to piękny widok. Paradoksalnie, to ze strony najbliższych odczułam niechęć i brak wsparcia, to z ich ust padały słowa, żebym wreszcie przestała karmić i pytania, ile czasu mam zamiar trzymać jeszcze dziecko "przy cycku". Wielokrotnie słyszałam, że mogłabym już je odstawić, że tylko niepotrzebnie się męczę, ileż można... "Wróć wreszcie do żywych" - padło kiedyś. Skąd takie słowa? Nie wiem... nie rozumiem. Pominąwszy korzyści, jakie przynosi dziecku picie mleka matki (o których nie będę się tu rozpisywać, bo każdy z nas je zna), dla mnie samej karmienie piersią oznaczało wiele zalet (o czym warto mówić głośno!). Jadłam, ile chciałam i nie musiałam martwić się o sylwetkę - sprawę załatwiał za mnie mały wysysacz. Zniknęły problemy z cerą - hormony sprawiały, że na mojej twarzy nie pojawiały się żadne wypryski. Przez cały okres karmienia nie miesiączkowałam, co zapewniało mi nie tylko komfort, ale i naturalną antykoncepcję (ale natura sobie to sprytnie wymyśliła!). Najważniejszym walorem karmienia jest jednak niesamowita więź z dzieckiem. Żadna inna sytuacja nie zbliża tak bardzo i nie zapewnia takiej bliskości i niezapomnianych doznań, jak przytulenie swego maleństwa do piersi. To chwila tylko dla was; dla ciebie i twojego dziecka. To chwila, podczas której świat przestaje dla was istnieć, jesteście tylko dla siebie - ty dla niego i on dla ciebie. Pamiętam, jak trudna była dla mnie decyzja odstawienia młodszego syna od piersi. Świadomość, że już nigdy nie zaznam tego wyjątkowego uczucia, że już nigdy nie będę mieć dziecka tak blisko siebie, już nigdy nie spojrzymy sobie tak głęboko w oczy, jak podczas intymnych chwil karmienia... Uczucie, że tracę coś na zawsze, nieodwołalnie, bezpowrotnie i definitywnie. Jedna z moich koleżanek przepłakała pół nocy, gdy jej syn zasnął po raz pierwszy nie domagając się piersi. Było jej zwyczajnie przykro. Nie tylko dziecko przeżywa ciężko proces odstawienia. Cierpi też matka.

W ostatnim czasie zauważyć można społeczną nagonkę na matki karmiące. Współczesne karmicielki skarżą się, że muszą znosić wrogie spojrzenia przechodniów, że są wypraszane z restauracji, wyśmiewane i obrażane za publiczne "wystawianie cycków". Za co są tak napiętnowane? Za to, że w naturalny sposób zaspokajają głód swojego dziecka? Za to, że instynktownie odpowiadają na jego potrzeby? Nieraz widziałam, jak niemowlę płakało, a młoda matka w pośpiechu szukała ustronnego miejsca, by pokątnie usiąść i nakarmić je. A wystarczyłoby na przykład nakryć się pieluszką. Mam wrażenie, że kobiety wstydzą się tego, że karmią. Nie powinny. Muszą nauczyć się być z tego dumne!


Kiedyś nikt nie obrażał się na to, że kobieta wystawiała pierś, by nakarmić niemowlę. Było to czymś normalnym. Na przestrzeni lat zmieniło się jednak podejście do kobiecego ciała. Współczesne matki są ofiarami tego, że kobiece ciała postrzegane są dziś głównie pod kątem seksualności. To właśnie ten zmieniony punkt widzenia sprawił, że ludzie bulwersują się dziś na widok obnażonej piersi. Nie widzą w niej części ciała, służącej do wykarmienia potomka, ale przedmiot pożądania. Granice postrzegania zatarły się w tym przypadku tak bardzo, że kobiety muszą dziś wychodzić na ulice w geście protestu, by bronić swoich praw. Praw natury, czegoś, czym zostały przez naturę obdarzone.

 

Przeciwnicy naturalnego karmienia argumentują swoje przekonania tym, że:

- kobieta może mieć jałowy pokarm, w związku z czym dziecko się nie najada i słabo przybiera na wadze (bzdura! Nie ma czegoś takiego, jak "jałowy pokarm" - mleko matki ma najlepsze składniki niezbędne do rozwoju niemowlęcia i może ono przybrać na nim sporo - wiem to z autopsji),

- matka jest przywiązana do dziecka, bez którego nie może się nigdzie ruszyć (kolejny mit - mam koleżanki, które wychodziły na spotkania towarzyskie, studiowały, a nawet wróciły szybko do pracy - wystarczy przecież odciągać pokarm),

- dziecko nie przesypia całej nocy i często się budzi do piersi (to fakt - niemowlę nauczone bliskości - a tego zaznaje przecież podczas karmienia - potrzebuje po prostu przytulić się do mamy),

- trzeba stosować dietę (ale jeśli chce się schudnąć, to katowanie się dietą już człowiekowi nie przeszkadza...),

- biust staje się obwisły (hmm... tego argumentu nie skomentuję),

- i jeszcze kilka innych, bezpodstawnych powodów...

Jednak największym wrogiem karmicielek są nie sflaczałe cycki czy nieprzespane noce, ale właśnie nieuświadomione społeczeństwo, któremu przeszkadza widok rozczulonej mamy, wpatrzonej w swoje przytulone do piersi maleństwo, rozkoszujące się każdym łykiem mleczka, dla której te chwile są jednym z najmilszych aspektów macierzyństwa.   

Nie piszę tego wszystkiego, by potępić matki, które decydują się na sztuczny pokarm. Absolutnie nie. Ten tekst jest sprzeciwem wobec piętnowania tych, które karmią sposobem tradycyjnym, zgodnie z naturą.

Na szczęście, wiele młodych mam w Polsce wybiera karmienie piersią. Spora w tym zasługa nie tylko akcji medialnych, ale i lekarzy oraz pań położnych, które dziś kładą nacisk na to, by karmić naturalnie (przynajmniej te, z którymi ja miałam do czynienia). Dobrze, że mimo wszystko karmimy. Bo najlepszy i najzdrowszy jest smak prosto z natury. Ten kultywowany z "babki prababki". :)

 

 

KEKS BABUNI

Składniki:

kostka masła

20 dag cukru

sól

skórka otarta z cytryny

4 jajka

30 dag mąki

pół proszku do pieczenia

20 dag rodzynek

5 dag kandyzowanej skórki pomarańczowej lub owocu cytronu

 

Miękkie masło utrzeć z cukrem, szczyptą soli i otartą skórką cytrynową. Gdy masa będzie gładka, kolejno dodawać jajka. Przesiać 25 dag mąki, połączyć z proszkiem do pieczenia. Dodawać po łyżce do masy maślano-jajecznej.

Resztę mąki wysypać na talerz, obtoczyć w niej rodzynki i kandyzowane owoce. Bakalie dodać do ciasta, lekko wymieszać.

Formę keksową nasmarować tłuszczem, napełnić ciastem i wyrównać powierzchnię. Piec ok. 45-50 minut w temp. 175 stopni. Keks zostawić jeszcze 5-10 minut w piekarniku. Po ostygnięciu posypać cukrem pudrem lub polać lukrem.

Smacznego!

© Mama Na Palniku - kulinarny blog młodej mamy: o kuchni, dzieciach i macierzyństwie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci