Menu

Mama Na Palniku - kulinarny blog młodej mamy: o kuchni, dzieciach i macierzyństwie

Przepisy na szybkie i smaczne potrawy, opatrzone dziecięcym humorem, rodzinnymi perypetiami i refleksjami na temat macierzyństwa.

A to ci klops! Pieczeń made in USA

mamanapalniku

Depresja poporodowa. Nie doświadczyłam, nie zaznałam, nie wiem, czym jest. Szczęśliwie mnie ominęła. Wiem natomiast doskonale, co to depresja macierzyńska. Nie znacie? Nie słyszałyście? Nie doznałyście? A może jednak...

Mnie dopadła jakiś rok temu. Po czterech latach spędzonych w domu z dziećmi, zaczęłam chodzić zdołowana, opadłam z sił, czułam, że zeszła ze mnie cała energia, której dotąd mi nie brakowało. Każdy dzień wydawał się beznadziejny. Sama nie wiedziałam, dlaczego. Nie dlatego, że miałam dość ciągłej opieki nad dziećmi. Już oczekując pierwszego syna, wspólnie z mężem zadecydowaliśmy o tym, że będę przy dzieciach przynajmniej do ich trzeciego roku życia. To mój świadomy wybór. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. Nawet wówczas, przed rokiem. Pragnęłam wciąż być z nimi. A jednak czegoś mi brakowało. Mimo że miałam wiele, czułam jakąś głęboką, niewyjaśnioną pustkę. Nagle poczerniało mi w oczach, a przecież zawsze widziałam wszystko w jasnych kolorach. Miałam wrażenie, że utknęłam w martwym punkcie. No i klops. Chciało mi się ryczeć...

Dopiero później zrozumiałam, co jest grane. Dopadło mnie. Stęskniłam się za moją pracą. Po wielu miesiącach totalnego oddania się synom i natłoku obowiązków, związanych z wychowaniem dwójki małych szkrabów. Miesiącach, będących szalonym galopem przez życie. Gdy wreszcie zaczynałam powoli chłonąć (bo dzieci coraz starsze, więc i coraz łatwiej). Dlaczego dopiero wtedy? Nie dlatego, że miałam dość siedzenia w domu i chciałam się z niego wyrwać. Nie. Wcześniej nie miałam po prostu czasu zatęsknić za tym, co sprawiało mi tyle satysfakcji. Zatęsknić za pisaniem.

Narodziny dziecka zmieniają nasze życie o 180 stopni. I to nie tylko dlatego, że zaczynamy inaczej postrzegać i doceniać cud istnienia, że od tej pory darzymy największą miłością tę małą istotkę, która nadaje sens naszemu życiu i wnosi do naszej codzienności tyle radości i uśmiechu. Nie tylko dlatego, że dzięki niej stajemy się lepszymi ludźmi, że sprawia, iż nasze idee ulegają przewartościowaniu i że potrafi zmiękczyć nawet zatwardziałe serca. Pojawienie się nowego członka rodziny oznacza potrzebę zupełnego przeorganizowania naszego życia. Stajemy się w pełni odpowiedzialni za niego, za jego wychowanie i życie. Musimy liczyć się z tym, że z pewnych przyjemności trzeba zrezygnować lub odłożyć na dalszy plan. Gdy pojawia się dziecko, już nigdy nic nie będzie takie samo, jak wcześniej. W życie, przynajmniej w początkowych miesiącach, wkrada się rutyna. W relacjach małżeńskich (partnerskich) następuje niemała zmiana. Dochodzi do konfliktów, bo nowa sytuacja czasem przerasta rodziców. Nieraz tak bardzo, że pary się rozchodzą, gdy dzieci są jeszcze małe. Dla kobiety dziecko oznacza często przerwaną karierę - bo to zwykle ona decyduje się zostać przy nim, rezygnując z pracy. Są takie, które w pełni realizują się w roli matki i idealnej gospodyni. Inne, oprócz wychowywania dzieci, chciałyby się rozwijać, mają silną potrzebę samorealizacji. To między innymi ten aspekt sprawia, że Matki-Polki czują się niespełnione i przepełnia je narastająca frustracja. Ale nie mówią o tym głośno. Bo Matce-Polce nie wypada. Matka-Polka ma być cierpliwą, zawsze uśmiechniętą i zadowoloną mamą oraz wspaniałą żoną, przygotowującą pyszne obiady i prasującą mężowi koszule do pracy. Ma wzorowo zajmować się domem i dbać o dzieci. I broń Boże, żeby okazała zmęczenie, zdenerwowanie, bezsilność lub nie podołała codziennym obowiązkom. Niech się nie użala. Bo Matce-Polce nie wypada przecież.

 

Wówczas, przed rokiem, zaczęłam odliczać dni do momentu, aż mój młodszy pójdzie do przedszkola, a ja będę mogła wrócić do aktywności zawodowej. "Jeszcze tylko półtorej roku" - mówiłam sobie. - "Półtorej roku i wszystko się zmieni..." A gdzie tam do przyszłego września! Po co czekać?! Trzeba działać - już, teraz! Poczułam gwałtowny przypływ energii i pozytywnym myśleniem rozgoniłam wiszące nade mną czarne chmury. Tylko co tu robić?... Jak to co? Pisać. A o czym? O tym, co obecnie przepełnia moje życie - o dzieciach, macierzyństwie, o spostrzeżeniach, przemyśleniach, uczuciach, o tym, co ciąży na sercu. A w tle - kulinaria (bo w kuchni się odprężam, relaksuję, koję nadszarpane nerwy). I tak to się zaczęło...

"Cóż cię tak wzięło na pisanie bloga?" - spytała kiedyś koleżanka. Poprzez pisanie realizuję się i spełniam. Robię to, co mnie uszczęśliwia. Założenie bloga było moją swoistą autoterapią. Odżyłam.

Narodziny dziecka nie muszą oznaczać zaprzepaszczenia szansy na rozwój osobisty. Dzieci mogą inspirować. Znam osoby, które dzięki swoim pociechom znalazły pomysł na siebie. Iwonka - pozytywnie zakręcona matka dwójki dzieci. Szukając tortu na roczek Jasia, odkryła wypieki w stylu angielskim. Tak bardzo się jej spodobały, że nauczyła się je wykonywać sama. Miała dla kogo piec - wkrótce urodziła Zosię i to właśnie dzieciom oraz mężowi zawdzięcza swą pasję. Byli jej motywatorami. Założyła własną firmę cukierniczą, oferującą szkolenia, której nadała nazwę zapożyczoną ze świata dziecięcego: Chechłacz. - Uwielbiam to słowo wraz z całym porzekadłem: Nie płacz, nie płacz, dam ci chechłacz. To nic innego, jak coś słodkiego, coś, co dawano dzieciom na ukojenie nerwów - wyjaśnia Iwona. Od marca rusza z nowym przedsięwzięciem - Fabryką Małego Cukiernika, skierowanym do najmłodszych. Swą pasję odkryła za sprawą dzieci, i teraz zamierza się nią z dziećmi dzielić.

Kasię, od lat interesującą się modą instruktorkę fitness, do założenia bloga zmotywowała trzyletnia dziś Ada. Zajmowanie się absorbującą córeczką, której wychowanie od początku mocno dało się we znaki (skądś to znam...), zdeterminowało ją do tego, by połączyć rolę matki ze swoją pasją. Pomysł i wielki zapał Kasi zaowocował blogiem aktywnej mamy i córki o tematyce modowej - MamAda. Uczyniła z niego sposób na przełamanie codziennej rutyny i wykorzystanie własnego potencjału, przy znaczącej współpracy małej Aduchy.

Ania (autorka bloga Świat według D.N.A. + M i T) po odejściu z pracy w korporacji nie umiała znaleźć sobie miejsca w domu. Zawsze energiczna, ambitna i gotowa do działania, miała problem w odnalezieniu się w zaistniałej sytuacji. Nowych sił witalnych nabrała, pisząc posty o perypetiach swojej rodziny i organizując spotkania blogujących mam "MAMblog". A doświadczenie płynące z wychowywania trójki (!) dzieci zmotywowało i zainspirowało ją do otwarcia własnego biznesu - centrum zabaw i edukacji "Studio Wrażeń" w Żorach. Miejsce oferujące różnorodne zajęcia dla dzieci i młodzieży, a także organizację urodzin czy spotkania umożliwiające integrację mam. Inicjatywa, na jaką Ania nie wpadłaby zapewne, gdyby nie jej D.N.A.

Droga Mamo, dzieci nie podcinają skrzydeł! Jeśli tylko im na to pozwolisz, pomogą ci je rozwinąć.


 

Zwykle każda pani domu (lub, jak kto woli, kura domowa - choć nie każda daje się tak zupełnie udomowić), może poszczycić się swoim popisowym daniem. Dla amerykańskich gospodyń taką potrawą jest ponoć pieczeń Nancy - mięso mielone ze słodką nutą owoców, przyrządzane według poniższego przepisu.

 

PIECZEŃ PO AMERYKAŃSKU

Składniki:

80 dag mieszanego mięsa mielonego (najlepiej 40 dag szynki wieprzowej i po 20 dag polędwicy wołowej i polędwiczek wieprzowych)

1 cebula

2-3 kromki pszennego chleba (może być tostowy)

łyżeczka soli, szczypta białego pieprzu

1 jajko

200 ml soku pomidorowego

1 łyżka oleju

2-3 plastry ananasa z puszki

1 łyżka masła

Cebulę obierz, posiekaj. Chleb pokrój w kosteczkę, połącz wszystkie składniki z mięsem mielonym i wymieszaj. Masę obficie dopraw do smaku solą i pieprzem, można dodać tymianek, bazylię i kolendrę, Dodaj rozmącone jajko i znów wymieszaj. Powoli dolewaj sok pomidorowy, cały czas ugniatając mięso dłonią. Gotowa masa powinna być dość twarda i zwięzła, ale elastyczna. Zwilżonymi dłońmi uformuj z mięsa podłużny "bochenek" i ostrożnie przełóż go do żaroodpornej formy lub brytfanki. Skrop olejem i piecz godzinę w temperaturze 180 stopni.

Plastry ananasa osącz z zalewy, ułóż na desce. Mocno dociśnij dłonią i przekrój krążki w poprzek, na pół (jak biszkopt do tortu).

Na 20 minut przed końcem pieczenia rozłóż na mięsie cieniutkie plastry ananasa (powinny na siebie lekko zachodzić). Całość posyp wiórkami masła. Piecz, aż ananas się zezłoci. Po wyjęciu z piekarnika, zostaw pieczeń w formie jeszcze na kilka minut. Doskonałym dodatkiem do pieczeni Nancy jest ryż i surówka. Można także podawać na zimno, z pieczywem i żurawiną.

Smacznego!


© Mama Na Palniku - kulinarny blog młodej mamy: o kuchni, dzieciach i macierzyństwie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci